Po długiej podróży przylatuję do San Francisco. Muszę dostać się do miejsca pracy, a tam dojeżdżają tylko autobusy firmy Greyhound. Co zrobić? Kupuję bilety, wsiadam, ale nie zdążam oznaczyć walizki. Pytam kierowcę. Odpowiada, że to nie problem. Jedziemy do stolicy Kalifornii, Sacramento. Dłuższy postój i zmiana kierowców. Jest gorąco, popijam sodę i zauważam, że nowy kierowca wyjmuje moją walizkę z luku bagażowego. Podbiegam i pytam: „w czym problem?”, on odpowiada: „idź na dworzec i weź numerek na walizkę, poczekam na ciebie”. Stoję w kolejce i biorę numerek, radośnie wyczekując reszty drogi, ale wychodząc na zewnątrz widzę swoją walizkę samotnie leżącą na peronie i czarny dym z autobusu.
Tak, tak. Po prostu odjechał. Na dworcu powiedzieli, że kierowca to „just crazy man”, ale to mnie nie uratowało.
Czekałem 4 godziny na następny autobus.




