Właśnie od tych słów zaczęła się nasza znajomość z tym miastem. Ale nie wybiegajmy w przyszłość)
W tym roku nie miałam żadnych pomysłów, dokąd pojadę. Przeglądaliśmy opcje i szukaliśmy miejsca, gdzie zbiegłyby się wszystkie nasze preferencje: ocean, ciekawa praca i dobra pensja. I niespodziewanie pojawiła się opcja. Provincetown. Opis miasta był ekscytujący i intrygujący. W tamtym momencie nic nas nie odstraszało, byliśmy ciekawi i zgodziliśmy się na tę przygodę.
Od momentu zapisania się na program wszystko szło ciężko: długo szukaliśmy oferty (offer), problemy z ratami, ciężka podróż do Polski. To wszystko budziło niepokój, czułam, że to będzie kontynuowane w Stanach.
Usłyszawszy upragnione słowa, kupiwszy bilety, pożegnawszy się z bliskimi, w końcu wyruszyliśmy w długo wyczekiwaną podróż.
19 maja przekroczyliśmy granicę wolnego kraju. Od razu czujesz te znajome motyle z ekscytacji i oczekiwania na upalne lato i przygody!
Droga była długa i wyczerpująca. Z Nowego Jorku pojechaliśmy do Bostonu, gdzie spaliśmy tylko 3 godziny i ruszyliśmy do punktu docelowego. Wyczerpani, moralnie i fizycznie zmęczeni, nie mogliśmy uwierzyć w rzeczywistość tego, co się dzieje: oto on, upragniony ocean, ale witał nas lodowaty wiatr i przenikliwe zimno. Na to nie byliśmy gotowi i tak przetrwaliśmy około 2-3 tygodni.
Zostawiwszy rzeczy, poszliśmy zwiedzać okolicę i szukać naszej pracy. Sezon 2019 został oficjalnie otwarty! Nie wiedzieliśmy jeszcze, z czym przyjdzie nam się zmierzyć, przez jakie trudności przejść i jak minie to lato.
A było to...





