Chcę do Londynu!
Jestem pewien, że słyszałeś gdzieś, że jeśli lecisz do Ameryki przez Anglię, to dostaniesz prawo do pospacerowania po Londynie przez 24-48 godzin. Tak, ja też swego czasu to słyszałem. Długo nie myślałem, poważnie nie analizowałem, po prostu kupiłem bilety.
Bilety kupiłem takie: Petersburg - Ryga - Londyn - Reykjavík - San Francisco. Pierwszy błąd: bilety z Londynu do San Francisco kupiłem nie jako tranzytowe, żeby zaoszczędzić.
Przylatujemy do Londynu, tam jest taka duża poczekalnia, gdzie wszyscy stoją ze swoimi angielskimi wizami, żeby celnik ich przepuścił. W moim paszporcie jest pusto. Podchodzę do okienka, wyjaśniam sytuację, na co od razu słyszę: „No i am sorry you should be waiting for your plane only here”. Podchodzę do różnych pracowników, słyszę to samo, kątem oka już szukam miękkiego miejsca, gdzie będę spędzał 48 godzin. Ratuję się przypadkiem.
Przechodzi starszy pogranicznik, znowu mu wszystko opowiadam, a on obiecuje pomóc. Moi wybawcy: dwie amerykańskie wizy i zarezerwowany pokój w hotelu, który, jeśli mnie nie wpuszczą, przepadnie. On „bierze mnie za rękę” i idzie do głównego celnika, mówi, że ręczy za mnie i za to, że bez biletów tranzytowych i bez wizy nie zostanę w Anglii nielegalnie. Ten bierze mój paszport i stawia pieczątkę. Wszystko, jestem w Anglii.
Dalej odwiedziłem Reykjavík (Islandia), ale tam jest prościej. Tam jest strefa Schengen.
Podsumowując, chciałbym zauważyć, że dostanie się do Anglii bez wizy to zajęcie dość ryzykowne i niezbyt łatwe, jak o tym piszą na różnych publicznych stronach.



