Ta historia nie zaczyna się tak różowo, jak się skończy. Kto wie, kiedy i jak dokładnie wszystko się skończy?
Październik 2018 roku, decyduję, że muszę wziąć udział w programie Work and Travel USA. Postanawiam, że nie pozwolę sobie po raz drugi stracić okazji na wyjazd do Ameryki. Dlaczego po raz drugi? Bo kiedyś chciałam wziąć udział w programie Flex, ale się przestraszyłam, sama nie wiem czego.
No więc, decyduję, że trzeba zastosować znajomość języka w praktyce. W końcu nie uczę się go od 4 roku życia na darmo, prawda? Zwracam się do przedstawiciela IEC w moim mieście, on pomaga mi załatwić wszystkie dokumenty. Ale jakby ciążyło nade mną jakieś fatum, każdy dokument muszę poprawiać, bo ciągle robię błędy. Strasznie się denerwuję i myślę, że to wszystko na nic. Ale poddawanie się nie leży w moim charakterze. Postanawiam iść do końca.
Spodobała mi się jedna z ofert pracy wysłanych na maila. Postanowione, lecę do Minnesoty. Co wiedziałam o Minnesocie? Ogromna liczba jezior. Niesamowicie miałam szczęście z pracodawcą, ona od pierwszych minut martwiła się i przejmowała mną. Zapisuję się na rozmowę w ambasadzie, jadę do Moskwy. Spotykam się z przyjaciółmi i świetnie spędzam czas. Rada! Nie obciążajcie się myślami o rozmowie, wyluzujcie, wszystko będzie dobrze.
Idę do ambasady, w kolejce wszyscy są przerażeni, czytają po raz kolejny ogromną liczbę stron z „POPRAWNYMI” odpowiedziami na pytania. Wtedy pomyślałam, jak studenci chcą przewidzieć pytania oficerów? W każdym razie, nie ćwiczyłam żadnych „poprawnych” odpowiedzi. Przed wejściem do budynku ambasady proszą nas o oddanie telefonów. Oddaję swój telefon kobiecie, która stała w kolejce razem z córką. Swoją drogą, dziękuję pani.
Procedurą w ambasadzie nikogo nie zaskoczę. Wszystko jest standardowe, oprócz mojej rozmowy, która wyglądała tak:
- Pierwszy raz do Ameryki?
- Tak.
- Jedzie pani do Minnesoty?
- Tak.
- Czytała pani broszurę?
- Tak.
tutaj z oficerem zaśmialiśmy się z mojej zwięzłości - Co pani studiuje na uniwersytecie?
- Na nauczyciela.
- Zatwierdzone.
W budynku ambasady były i łzy, i śmiech, ale to już osobna historia. Wychodzę z ambasady i rozumiem, że za kilka dni będę w Ameryce. Swoją drogą, to nigdy nie było moim największym marzeniem, ale było celem.
7 dni później siedziałam w samolocie, zadowolona, z otwartą sesją. Przez najbliższe kilka miesięcy nie będę otrzymywać stypendium, ale to nie problem.
Rada! Weźcie ze sobą książki, nie będziecie mogli ciągle siedzieć w telefonie, plus trzeba oszczędzać baterię. Książki to świetny sposób na oderwanie się. Osobiście miałam ich kilka: po rosyjsku, po francusku, za którym w Ameryce strasznie tęskniłam. Jeśli uczycie się dwóch języków, koniecznie weźcie kilka utworów w drugim języku.
A potem wszystko poszło nie tak.

