Miasto, w którym mieszkałam, nazywa się New London w stanie Connecticut. To małe, przytulne miasteczko portowe.
Pracowałam jako pokojówka w największym hotelu. Praca okazała się fizycznie ciężka tylko na początku, a przez pierwsze cztery dni przełożony sprawdzał każdy posprzątany przeze mnie pokój. Po tygodniu przyzwyczaiłam się zarówno do pracy, jak i do miasta. Miałam długi okres aklimatyzacji. Budziłam się w nocy, a w dzień chciało mi się spać, ale trwało to tylko półtora tygodnia.
Mieszkałam w sąsiednim hotelu — naprzeciwko pracy. W pokoju byłyśmy we cztery: ja i moja przyjaciółka z Kazachstanu, dziewczyna z Białorusi i dziewczyna z Mongolii. Dziewczyna z Mongolii nie mówiła po rosyjsku, co było dodatkową praktyką językową. Bo albo mówisz po angielsku, albo cię nie rozumieją.
Lifehacki w pracy:
Przychodź 5-7 minut wcześniej — ten czas też jest liczony. Przez pięć dni roboczych zbiera się dodatkowe pół godziny, które też jest płatne.
Zawsze bądź uprzejmy i uśmiechaj się. To bardzo proste i poprawia stosunek do ciebie zarówno ze strony zespołu, jak i pracodawcy.
Zawsze zgadzaj się na nadgodziny i przychodź w swój dzień wolny, jeśli cię poproszą. W ten sposób wyrobisz sobie opinię dobrego pracownika i możesz otrzymywać bonusy (jedzenie, pieniądze, zaproszenia na imprezy itp.).
Jak tylko przyjechałam, od razu zauważyłam różnicę w mentalności ludzi z Kazachstanu i Ameryki.
Wszyscy moi sąsiedzi witali się ze mną, pytali co słychać — ciągle był small talk. Niby drobnostka, a miło!
Porcje jedzenia są po prostu ogromne! Bardzo lubię dobrze zjeść i dla mnie to było prawdziwe szczęście.
Wszyscy uśmiechają się do siebie! Absolutnie nie ma znaczenia, czy się znacie, czy nie. Jeśli spotkasz się z kimś wzrokiem, zawsze się do ciebie uśmiechną.
Ludziom jest wszystko jedno, jak wyglądasz! Wychodziłam na ulicę z ręcznikiem na głowie, w piżamie, a czasem po prostu w kocu i nikogo to nie obchodziło.









