Jeśli jesteś w Bostonie przejazdem i nie masz czasu, żeby wszystko dokładnie obejrzeć, warto skorzystać z Duck tour. To wycieczka po mieście autobusem, który potrafi też pływać, co z przyjemnością robi w kanale. Trasa zaczyna się przy Museum of Science. Tam też można kupić bilet na zwiedzanie pięciu głównych atrakcji Bostonu - Prudential tower, Museum of Science, Museum of Fine Arts, Aquarium i JFK Library. Kosztuje około 40 dolarów, co jest mniej więcej 2 razy taniej niż kupowanie biletów osobno.
Dużo chodziliśmy po Bostonie i przeszliśmy prawie całe miasto, jest małe - bez przedmieść ma około 600 tys. mieszkańców, a jedna trzecia z nich to studenci. Bardzo łatwo się tam zorientować - prawie z każdego miejsca widać 2 wieżowce - Prudential i Hancock's. Po ich położeniu, jak po gwiazdach, można określić swoją pozycję. Hancock's jest wyższy, ale nie wpuszczają tam turystów. Ale na Prudential można wjechać na taras widokowy i posłuchać wycieczki audio po Bostonie. Bardzo pięknie. Piętro wyżej jest też restauracja.
Koniecznie trzeba wejść na Quincy Market (nie mylić z dzielnicą Quincy). Tam na pewno uda się obejrzeć jakiś uliczny pokaz lub posłuchać ulicznych muzyków. Jest dużo sklepów z pamiątkami i miejsc, gdzie można dobrze zjeść.
Ale ja radziłbym zjeść w dzielnicy włoskiej, dwa kroki od Quincy Market. Trzeba przejść do ulic, które są równoległe do tej prowadzącej do North Station, ale znajdują się bliżej obrzeży miasta. Jest tam dużo tanich, przyjemnych restauracji. Raz przypadkiem trafiłem tam na święto, kiedy bez celu spacerowałem, spóźniwszy się na pociąg - chyba St. Agripina's day. Było bardzo wesoło, dobry koncert i powszechna radość. W ogóle Włosi lubią urządzać święta -) W Gloucester też był taki - St. Peter's Fiesta. Odbywa się corocznie w okolicach 20 czerwca i trwa kilka dni. Można nawet dla niego odwiedzić to małe miasteczko.
Ze słynnych uczelni byliśmy w MIT i na Harvardzie. Nie zrobiły na nas szczególnego wrażenia. Pamiętam, że na trawniku przed głównym wejściem do MIT grali w futbol amerykański.
W Bostonie można też popływać łodzią, żeby obejrzeć zachód słońca i wieloryby. Ja wszystko odkładałem do ostatniej chwili i nie zdążyłem. Te trasy zaczynają się na przykład z okolic Quincy Market.
O sporcie. Miałem szczęście - w tamtym roku Boston Celtics po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat wygrali mistrzostwo NBA. Zwycięstwo zostało przyjęte z powszechnym entuzjazmem. Znajomy opowiadał, że z tego powodu wyrzucono go z mieszkania. Głośno oglądali finał, sąsiedzi zadzwonili do właścicielki, właścicielka poprosiła o ciszę, na co oni odpowiedzieli: "Celtics może po raz pierwszy od 20 lat zostać mistrzem, a Pani prosi mnie o ciszę?". Dla mnie największe zainteresowanie budził hokej, ale latem mecze niestety nie są rozgrywane i nie udało się zobaczyć Boston Bruins. Z tym, żeby samemu uprawiać sport, nie ma żadnych problemów. Pełno otwartych boisk wszelkiego rodzaju. Ja lubię tenis ziemny - kortów też jest pełno i siatki są wszędzie, graliśmy z przyjemnością.
A dla Amerykanów bezsprzecznie na pierwszym miejscu jest baseball. Można na ulicy zobaczyć mnóstwo ludzi w koszulkach bostońskiej drużyny Red Sox. Kiedyś zapytałem - opowiedzcie mi chociaż zasady baseballu. Nie próbuję zrozumieć, dlaczego go lubicie. "Zasada jest bardzo prosta - trzeba nienawidzić New York Yankeys". W Museum of Science w tamtym czasie była wystawa objazdowa poświęcona baseballowi. O historii i różnych rzeczach, na których można zmierzyć prędkość swojego rzutu i sprawdzić szybkość reakcji na piłkę z armatki, lecącą ze średnią prędkością profesjonalnego rzutu. Mimo że zainteresowanie baseballem tłumaczę szaleństwem, trzeba przyznać, że rzucają piłkę z szaloną prędkością.
Swoją drogą Museum of Science to w ogóle ciekawe miejsce. Jeśli masz czas, radzę tam pójść i to nie raz. Mnóstwo interaktywnych eksponatów i różne wydarzenia są stale organizowane.
Znalezienie pracy w Bostonie nie było zbyt łatwe. Według doświadczeń znajomych zajmowało to ponad tydzień, jeśli poważnie podchodziło się do poszukiwań. Ale moim zdaniem teraz nie ma miejsca, gdzie można bez trudu znaleźć pracę.
Ogólnie miasto mi się podobało. Zawsze bardzo przyjemny wietrzyk od oceanu =)
Opowieść o Bostonie z punktu widzenia "gdzie lepiej mieszkać - w dużym czy małym mieście". Mieszkałem w Gloucester, które znajduje się 40 mil od Bostonu i jedynym sposobem, żeby dotrzeć bez własnego samochodu, jest pociąg. Bilet w jedną stronę kosztował nieco ponad 7 dolców, jeździliśmy do Bostonu kilka razy w tygodniu i wychodzi na to, że na drogę wydano niezłą sumkę. Żadnych biletów okresowych tam nie można kupić. Na początku miałem szczęście - zaprzyjaźniliśmy się z konduktorem w jednym wagonie i nie tylko woził za darmo, ale też sypnął biletami na przyszłość. Potem przeniesiono go na inną linię -(
A bilet okresowy na wszystkie rodzaje transportu wewnątrz Bostonu kosztował mniej niż 10 dolarów tygodniowo (nie pamiętam dokładnie).

