Dzień dobry! Bez zbędnych wstępów (które zostały opisane w adnotacji) chcę Was zanurzyć w niezwykłą historię z mojego życia.
Od wczesnego dzieciństwa marzyłam o objechaniu całego świata, zobaczeniu nieskończonej liczby miejsc, zrobieniu niewyobrażalnych zdjęć i podziwianiu nocnego rozgwieżdżonego nieba z różnych punktów naszej planety.
W wieku 14 lat w moich planach pojawił się zakup domu na kołach i praca jako freelancer, która stała się wtedy modna. Realizacja tych planów dałaby mi wiatr wolności i zapach niezależności finansowej. Wydawałoby się, czego chcieć więcej? Jednak po przeanalizowaniu życia w drodze i sprawieniu sobie ukochanego psa, zakup domu na kołach trzeba było odłożyć na czas nieokreślony.
Nie można było dopuścić nawet myśli o tym, by zdradzić swoje marzenie! Ale podróże z ofertami last minute, wycieczkami i hotelami all inclusive nie dawały tego efektu, którego tak bardzo potrzebowałam. Wycieczki z przewodnikiem są oczywiście dobre, ale jeszcze lepiej, gdy sam możesz wybierać, dokąd iść lub jechać, nie polegając na harmonogramie czy napiętych terminach wyjazdu. Co więcej, jako prawdziwa fanka ciężkiej muzyki, trudno mi nawet wyobrazić sobie, że będąc w kraju wspaniałych festiwali rockowych, nie mogłabym ich odwiedzić.
Ze stażami z mojej uczelni sprawa wygląda dość skomplikowanie: przez całe dwa i pół roku nauki w tej instytucji (co stanowi dokładnie połowę okresu moich studiów na uniwersytecie), możliwości wyjazdu do innego kraju z uczelni po prostu nie było! Oto dlaczego mój wybór padł na Work and Travel USA.
Ale skłamałabym, gdybym zaczęła opowiadać o tym, jaka jestem świetna, że wszystko sama zdecydowałam. W rzeczywistości wszystko działo się mniej więcej w następujący sposób.





