W środku jesieni, jak to zwykle bywa, naszła mnie ochota, by oderwać się od szarej rutyny i spotkać się w barze w kobiecym gronie. Trzy wspaniałe damy, w tym moja dobra przyjaciółka, która właśnie wróciła z Ameryki dzięki programowi Work and Travel USA, postanowiłyśmy odwiedzić znany lokal w Petersburgu. Po opowieściach o wspaniałym życiu za granicą i kilku koktajlach stałam się uczestniczką krótkiego dialogu, który zmienił moje życie o 180 stopni i dał mi kopa do działania.
-
Masz teraz wspomnienia na całe życie! Nigdy bym nie pomyślała, że twój instynkt samozachowawczy zostanie w domu! Chciałabym też tak się bawić... – zaśmiałam się z nutką zazdrości. W końcu ja w zeszłym roku bałam się pojechać, a ona dała radę, brawo, jestem z niej dumna.
-
A ja znowu się wybieram, jedź ze mną, byłoby cudownie pojechać tam razem! – zaproponowała moja ukochana przyjaciółka.
-
Dobra, zgoda!
Jak tylko się zgodziłam, w barze wyłączyli prąd! Odebrałam to jako znak z góry: decyzja jest słuszna. Jednak myśl o wyjeździe zmusiła mnie do refleksji i zasiała nutkę niepokoju w moim dociekliwym umyśle. Kolejne dni spędziłam w wątpliwościach: czy naprawdę tego potrzebuję? Jak duże jest ryzyko? Czy dam radę? A co, jeśli nic z tego nie wyjdzie? Krótko mówiąc, pytań było więcej niż odpowiedzi...



