W końcu paszport w moich rękach... Ale się cieszę. Teraz w paszporcie mam 2 wizy: amerykańską i polską krajową, która 2 tygodnie temu stała się pełnoprawną wizą Schengen. Znowu się cieszę... Amerykańska daje mi siłę (swego rodzaju fetyszyzm), otwierasz ją i ładujesz się energią, kiedy trzeba, otwierasz Schengen - ładujesz się jeszcze bardziej... Myślisz sobie: "Teraz cała Europa kontynentalna jest moja, plus USA, trzeba by gdzieś pojechać."
Siedzisz tak i myślisz: "Gdzie by tu pojechać?" Polska - O! ojczysty kraj, ale zjeździłem go wzdłuż i wszerz (tylko w Krakowie nie byłem), jakoś nudno... Niemcy - faszyści!, a mieszkałem tam 2 lata w swoim dalekim dzieciństwie. Austria - mini-faszyści! Czechy - Niemcy!
Francja - nie jestem fanem win musujących i niestandardowych relacji + daleko. Hiszpania - nuda i nieciekawie + bardzo daleko. Włochy - daj spokój, byłem tam, spacerowałem po wybrzeżu, mafia nawet niechciane delfiny załatwia, a poza tym co miesiąc mam do czynienia z Włochami (zaprowadzić w odpowiednie miejsce, nakarmić, napoić, obwieźć), mam ich dość. Holandia - nie jestem fanem. Belgia - brud. Słowacja - dzieci gór (bez urazy).
Serbia - Dobry kraj, ale rozrywek jakoś mało. Kraje bałtyckie - nie znam ani słowa w ich języku. Szwajcaria - na razie nie muszę iść do banku ani kupować zegarka. Gdzie jechać???...
No tak, kiedy nie ma możliwości gdzieś pojechać, to się chce, a kiedy jest, to się nie chce... Dziwne...
Chodzę na zajęcia, piszę różne eseje, zajmuję się różnego rodzaju pracą, kontynuuję doskonalenie polskiego i angielskiego...
Chcę do Australii... Ale tam są krokodyle, strasznie, a i pieniądze (pieniadze) nie za bardzo są (w ogóle prawie nie ma :) ). A niedługo "dzień X" - zdawanie przedterminowej sesji itp.
Postanowiłem, że czas wybrać się na Ukrainę, a potem do Polski (przynajmniej kupię smaczne produkty)... W ogóle uważam, że dalej niż Polska i Serbia nie mam czego szukać, dobrze odnoszę się do obywateli Federacji Rosyjskiej, ale tam nogi więcej nie postawię... strasznie, dużo ludzi, drogi złe.
Co jeszcze? A no tak, ten, z którym chciałem lecieć do Stanów, wygląda na to, że ze mną nie jedzie. Pracować, trzeba pracować dalej...
Głęboko mam nadzieję, że wszyscy, którzy czytali mój blog, otrzymali wizy...
CIAO!!!
