Nie zastanawialiśmy się długo, dokąd ruszyć z Wielkiego Jabłka. Wybór nie tyle padł, co rzucił się na Miami. 150$ i w drogę. Ciężko było rozstać się z 4500 rubli!!
#rada #2
Będąc w Ameryce, zapomnijcie o rublach. Starajcie się nigdy nie przeliczać kosztów w dolarach na ruble. Im szybciej się tego nauczycie, tym łatwiej będzie wam chodzić do sklepów spożywczych.
Ludzie mówią, że lubią jeździć autobusami. Ja się nie zgodzę.
Oglądać Amerykę z okien autobusu?! To tak, jakby będąc w kinie, oglądać film przez dziurkę od klucza!
#rada #3
Wybaczcie antyreklamę... Jeśli będzie możliwość, to nigdy nie jeździjcie autobusami firmy "Grayhound"! Jechaliśmy do Miami 33 godziny, z czego 6,5 godziny staliśmy! Szczególnie nie do zniesienia były te postoje w nocy, kiedy cały autobus wyganiają na stację. Biedni pasażerowie, jak zombie, snują się po stacji... Zauważyłem, że na stronie jest koszt biletu na samolot... 180$! Lepiej przepłacić 30$ i zaoszczędzić 30 godzin. W końcu czas to jedna z najważniejszych kategorii w naszym życiu.
Oto minęły męczące 33 godziny! Miami... Lubię pisać Miami... Graficzny wygląd tego słowa, napisany alfabetem łacińskim, podoba mi się o wiele bardziej niż napisany cyrylicą. To miasto niechętnie przyjęło nas w objęcia swoich fal. Autobus wysadził nas w nocnym, po deszczu mieście, na dodatek w jakiejś niebezpiecznej dzielnicy.
Opowiem, jak spaliśmy. O pierwszej lub drugiej w nocy wygonili nas z budynku dworca autobusowego, bo takie są godziny pracy. Mamy: kilka toreb, asfalt, wilgotne powietrze, od którego mokną ubrania i włosy, a także metalowe ławki pokryte wodą, jaszczurki i szczury biegające przy śmietnikach. Mówią, że głód nie wybiera... Tak samo sen nie wybiera i zmusi was do spania w każdym miejscu. =) Jeden z nas, najbardziej zwinny, położył się na torbach, a reszta rozlokowała się na ławkach, wcześniej wytartych z wody gazetami. Noc minęła w oczekiwaniu na niebezpieczeństwa z każdej strony... Ale minęła.



