Tak, dobrze słyszeliście, prosto w polu)) Ale cofnijmy się trochę.
Nie rozumiem studentów, którzy przyjeżdżają do Ameryki, mieszkają w drogich hotelach, oglądają cały dzień telewizję i rzadko chodzą do sklepu po zakupy. Może w ten sposób próbują wtopić się w amerykańskie społeczeństwo? Na szczęście w Orlando wielu ludzi tylko tym się zajmuje. Takiej ilości grubych ludzi nie widziałem chyba nigdzie indziej. Często można zobaczyć taki obrazek: mama ważąca pod 150 kg powolnym krokiem prowadzi swojego 70-kilogramowego 10-letniego synka do McDonald's, żeby zjeść parę Big Maców) Ba da ba ba ba, I’m lovin it)))
Tak, trochę zboczyłem z tematu. Wróćmy do hoteli, a właściwie do hosteli. Kto chce przygód, amerykański hostel to idealna opcja. Zbierają się tam ludzie z całej Ameryki. Na przykład mieszkał ze mną Kanadyjczyk, który pewnej nocy przyszedł i zaczął po rosyjsku przeklinać na cały pokój, co wywołało u mnie niemałe zdziwienie)))
Tak mieszkałem przez tydzień, płaciłem po 25 dolców za noc i w pewnym momencie zrozumiałem, że w tym tempie niedługo będę żywił się tylko zupkami chińskimi. Przy czym na sucho)
Spakowałem manatki, kupiłem ręcznik i poszedłem w pole niedaleko jeziora. Pierwszymi, którzy mnie przywitali, nie byli bezdomni, a po prostu amerykańskie komary. Różnią się od rosyjskich szczególną zwinnością i szybkością. Dobra, komary komarami, ale organizm wymaga snu. Rozłożyłem ręcznik, owinąłem się we wszystko, co mogłem i położyłem się. Gwiazdy, świeże powietrze, piękno. Tak zasnąłem.
Mijają 2 godziny... Słyszę szelest. Podnoszę głowę, AAAA, kurczę pieczone, co to za cud natury stoi i patrzy na mnie??? Na krzyki i straszenie nie reaguje, a tylko podchodzi bliżej. Trzeba to sobie wyobrazić: noc, jesteś w obcym kraju, w jakimś polu i nagle budzisz się pod głodnym spojrzeniem zwierzęcia. Póki zbierałem manatki, nadciągnął jego pobratymiec. Dwóch na jednego zawsze było uważane za nieuczciwe, więc nie chciałem kusić losu i schroniłem się w opuszczonym domu. Jak się później okazało, był to szop pracz.
Resztę nocy spędziłem w tym domu, chodząc z kąta w kąt i śpiewając rosyjskie piosenki)
Tak minęła 8. noc mojego pobytu w Ameryce.

