I tak zaczął się drugi rok. Stałam się jeszcze bliższa mojemu marzeniu, ale zaczęło robić się trochę strasznie. Umówiłyśmy się z Ulianą, że pójdziemy się zapisać po Nowym Roku, bo musimy wiedzieć, kiedy będziemy miały egzaminy latem i odpowiednio, jak wcześnie możemy wylecieć. Mój paszport stracił ważność i nijak nie mogłam się zmusić, żeby go wyrobić. Na szczęście gdzieś przeczytałam, że można się zapisać bez niego, a potem przynieść do lutego. To mnie uspokoiło.
Przyszedł grudzień i usłyszałam rewelacyjną wiadomość: Uliana właśnie się zapisała! oO Oczywiście zrobiłam jej awanturę (no, uwielbiam to robić) na temat tego, jak można tak postąpić, co ja mam teraz zrobić, jak mamy razem wyjechać i przypomniałam jej wiele rzeczy z przeszłości ;) Muszę się do wszystkiego przygotować psychicznie, a tutaj postawiono mnie przed faktem, że ona musi do końca tygodnia opłacić fakturę i mogę z nią pojechać się zapisać. Pokłóciłam się z mamą, bo ona też potrzebowała czasu na przygotowanie psychiczne. Ale mimo wszystko dostałam pieniądze i następnego dnia pojechałam się zapisać.
Moskiewskie biuro IEC jest oczywiście niezwykle zabawne. Nigdy nie zapomnę, jak Vanechka sprawdzał mój poziom angielskiego. W rezultacie odpowiedziałam mu tak, że widać było, jak długo to trawił ;) Nie zrozumcie mnie źle, mój angielski jest całkiem dobry: szkoła specjalistyczna z angielskim, egzaminy na 98 punktów, na uniwersytecie też nie było problemów, plus równolegle z rozmową w ambasadzie przygotowuję się do egzaminu na certyfikat BEC Vantage (też zdaję w maju, ciekawe, co będzie pierwsze). Ale ze wszystkich, którzy tam pracują, mogę wyróżnić tylko Żenię, która jest bardzo miła: wysłucha wszystkich moich pytań, powtórzy wszystko sto razy, wyjaśni wszystko zrozumiale, a potem jeszcze pośmieje się z moich żartów :D
Przy okazji, offtop: nigdy nie zwracajcie uwagi na wszelkie groźby ze strony IEC, że trzeba przynieść paszport/wypełnić dodatkową umowę/przynieść ofertę (offer) do określonej daty, bo inaczej będzie kara lub coś gorszego. Jeśli zbliża się termin (deadline), a macie z czymś problem - po prostu napiszcie do nich. Zawsze można się dogadać (polecam pisać, bo sama widziałam, jak "gorliwie" odpowiadają na telefony lub "życzliwie" rozwiązują problemy przez telefon). Sama zaczęłam wyrabiać paszport pod koniec stycznia, chociaż powinnam była przynieść go do 1 lutego. Zadzwonili do mnie, kiedy złożyłam dokumenty na paszport, zapytali, jak mi idzie, odpowiedziałam, że słabo, w rezultacie poprosili, żeby napisać o tym do koordynatora. Koordynator poprosił, żebym przyjechała i napisała oświadczenie, i tyle! Żadnej obiecanej kary i innych problemów ;)
Wzięłam od przyjaciółki uroczystą obietnicę, że przestanie ulegać presji matki (właśnie dlatego pojechała sama i się zapisała), będzie nas szanować, wspierać, zawsze jeździć ze mną do IEC i tak dalej. No tak, bywam nudna, ale nie specjalnie i bardzo rzadko ;)
Więc potem były wszelkiego rodzaju umowy-porozumienia-banki-karty-płatności i inne nudne sprawy. Chcę wyróżnić pracę oddziału BSGV na Paweleckiej, pracuje tam bardzo miła dziewczyna, której imię niestety zawsze zapominam. Jest nawet lepsza niż Żenia z IEC! Przejdźmy do najciekawszego - poszukiwania oferty (offer)...

