No i zaczęły się problemy z tymi autobusami. Siedzę w Richmond, ogłaszają nasz autobus, podchodzę do drzwi, a tuż przed wejściem mówią nam, żeby zabrać rzeczy z autobusu, bo mamy przesiadkę na inny. Zabrałem swoje rzeczy i poszedłem z powrotem na dworzec, ogłosili, że kurs będzie dopiero za 2 godziny, no cóż, czekamy 2 godziny. Rozgadaliśmy się z Amerykanami, wielu mówiło, że jechali 4 dni autobusem z Las Vegas. Minęły 2 godziny, kazali nam czekać jeszcze pół godziny, i w końcu zaczęło się wsiadanie, powiedzieli nam, że jedziemy do Waszyngtonu, wszyscy byli zdziwieni, bo w założeniu mieliśmy jechać do Baltimore, a potem do Nowego Jorku, no cóż, pojechaliśmy, całą drogę ryczało dziecko, wielu było już na skraju wytrzymałości, 4 godziny nieustannego dziecięcego krzyku.

