Autobus wysadził nas na lotnisku. Pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy, był telefon do menedżera i, o cudzie, okazuje się, że teraz nie ma pracy, trzeba poczekać. Na pytanie „Ile?” padła niejasna odpowiedź: „Zaraz do państwa zadzwonimy”. „A co z zakwaterowaniem?” – „Mamy opcję – pokój za 800$ miesięcznie”.
Wszystko jasne, po raz kolejny zaufałem Rosjanom. Sam jestem sobie winien. Nie ma odwrotu. Na zewnątrz jest już godzina 19:00, co oznacza, że dzisiejszą noc spędzamy na lotnisku. A jutro? Jutro będzie jutro.
Co mamy?
Minusy: jesteśmy w czarnej d... We dwoje zostało nam około 600$, to nawet nie wystarczy na wynajęcie mieszkania na miesiąc. Pracodawca nas wystawił i znowu jesteśmy w obcym mieście.
Plusy: jesteśmy w Miami, mamy młodość i niewyczerpany entuzjazm.
Zjadłszy kilka hamburgerów, znaleźliśmy internet i zaczęliśmy myśleć, jak wyjść z tej sytuacji. W otchłani sieci znaleźliśmy kilku chłopaków, którzy wynajmują pokój za dość niską cenę w Miami Beach. O świcie wyruszyliśmy zwiedzać to słynne plażowe miasto.


