Więc w trakcie tego wszystkiego, co się z nami działo, zdecydowaliśmy się jednak poszukać pracy.
Ponieważ na początku nasze dziewczyny jeździły do swojej pracy autostopem (one, w przeciwieństwie do nas, przyjechały z job offer-ami), ludzie, którzy je podwozili, zostawiali im swoje kontakty, a niektórzy oferowali pracę. Jednym z takich ludzi okazał się Wiktor, imigrant z Hondurasu, który potrzebował jednej osoby do pracy przy Construction (po naszemu – budowa). Kiedy pewnego wieczoru przyszliśmy do Wiktora, od razu powiedział: „Niech jeden z was przyjdzie jutro o siódmej rano do pracy”. Praca polegała na malowaniu domów. Więc zdecydowałem się pójść, żeby przynajmniej trochę zarobić. Obiecał płacić normalnie – 10 dolarów za godzinę. Za malowanie to oczywiście mało, ale to było przynajmniej coś. Praca nie była trudna – malowanie domów, czasami płotów. Łatwo było zarobić sto dolarów dziennie. Minusem było to, że trzeba było pracować z Latynosami, którzy sami w sobie nie są złymi ludźmi, ale ciągle mówią o tym samym. Szybko mnie to znudziło. Ale nie było wyboru. Wiktor okazał się dobrym szefem. Płacił terminowo, a nawet kupował nam jedzenie.
Po tygodniu pracy u Wiktora zaprosił mnie i wszystkich moich przyjaciół do siebie na imprezę w piątek. Ogólnie wydawało mi się, że wszyscy Latynosi pracują według tego schematu: przez cały tydzień pracy STALE mówią o swoim FRIDAY PARTY i o tym, jak tam będzie fajnie. Oczywiście zastanawiałem się, co to za super impreza, żeby mówić o niej przez cały tydzień. I oczywiście zebrałem wszystkich, obiecując, że będzie bardzo wesoło, wziąłem samochód szefa i całą ekipą ruszyliśmy na imprezę. W rezultacie – było wesoło, ale spodziewałem się czegoś lepszego. Nie zobaczyłem tam nic TAKIEGO, o czym warto byłoby opowiadać przez cały tydzień. Zaskoczyło mnie to, z jaką łatwością Wiktor oddał mi swój samochód do użytku – w stylu: masz kluczyki, jedź gdzie chcesz. Kompletnie go nie obchodziło, czy mam prawo jazdy i czy umiem jeździć. Amerykanin nie dałby tak swojego samochodu.
Kiedy w poniedziałek znowu przyszedłem na malowanie, Meksykanie znowu zaczęli mi mówić, że w piątek mają super imprezę, w stylu: bierz rosyjskie dziewczyny i przychodź. Powiedziałem: nieee, spadajcie chłopaki, ja pas.) Czytajcie dalej – będzie jeszcze ciekawiej)




