Ostatnie dwa dni mojego pobytu w Kapsztadzie poświęciłam na szukanie pracy.
Napisałam CV, wydrukowałam je, wzięłam kopie paszportu, wizy i listu z CIEE z pozwoleniem na pracę.
I poszłam wzdłuż ulic w centrum miasta)
Wchodziłam prawie do każdego hotelu i hostelu. W większości od razu mnie odprawili. Nie ten sezon, nie ma pracy, nie ma wakatów!
W niektórych wzięli CV, powiedzieli, że zadzwonią, jeśli coś się pojawi.
W jednym poprosili o numer telefonu. Tylko dlaczegoś wydawało mi się, że od razu wyrzucili kartkę z numerem)
Za to podczas moich spacerów po mieście znalazłam wiele ciekawych rzeczy! Na przykład mnóstwo budynków... w kolorze fioletowym!
Pokażę wam teraz)
Odkryłam też mnóstwo dziwnych posągów! Których sens jest zupełnie niezrozumiały..
Wieczorem na spotkaniu z rodakami znów dowiedziałam się wielu przydatnych informacji.
Na przykład, że tutaj co miesiąc jakiś owoc gwałtownie tanieje. Teraz trzeba szybko kupować pomarańcze! Co będzie w sierpniu - nie wiadomo)
Dzisiaj wybrałam się do dzielnicy Waterfront, która znajduje się tuż przy wybrzeżu. Jest tam wiele restauracji i kawiarni. Jest szansa, że potrzebują kelnerów lub hostess. Wynik mniej więcej taki sam jak wczoraj)
Wzięli CV, kazali przychodzić jutro. W większości od razu odmawiali.
A w jednym miejscu zapytali, czy jestem Rosjanką, i usłyszawszy odpowiedź, od razu mnie odprawili.
No cóż.
Ogólnie rzecz biorąc, nie poddaję się)) Myślę, że wszystko będzie tak, jak powinno.





