Moskwa. Rosja. Szok. Niegrzeczność. Potrąciłam czyjś wózek i mówię:
- I’m sorry.
A chłopak odpowiedział mi już po rosyjsku:
- Panno, jesteśmy w Rosji. Można po rosyjsku.
Ja:
- Przepraszam, przyzwyczajenie.
Chłopak skinął ze zrozumieniem głową i odszedł.
Co?? Zgubili mój bagaż?? Przecież go załadowali!! Dostałam tylko moje butelki z Duty Free... wszystkie moje rzeczy najwyraźniej zostały gdzieś w Paryżu. Już wariuję...
Vikę odbiera siostra. Po Polinę przyjadą dopiero za kilka godzin, a ja muszę kupić bilet do Nowosybirska. Co też zrobiłam.
Pożegnanie z dziewczynami było dla mnie ciężkie. Bardzo je polubiłam przez te dni, zawsze się wspierałyśmy i przetrwałyśmy to wszystko tylko dlatego, że byłyśmy razem. Każda z nas przyznała, że gdyby została sama, wpadłaby w panikę.
Pociąg ekspresowy do Wnukowa. To jest lotnisko?? Nasz dworzec autobusowy jest lepszy! Miałam wrażenie, że trafiłam do lat 90. Wszystko obdrapane, szare, ponure. Siedzę sama. Czekam na wejście na pokład. Samolot. Tylko jedna myśl: Byle dolecieć, a nie rozbić się gdzieś w górach Uralu. Zamknęłam oczy, po prostu zamknęłam. Otwieram, wszyscy już zjedli, a ja nie. Czyżbym zasnęła? Nic dziwnego! Nie spałam prawie 5 dób. Steward zobaczył, że się obudziłam i zaproponował posiłek, czego nie odmówiłam.
Nowosybirsk. Boże, jak zimno! Mama z bratem czekają. Dom, kot, ulubiona kanapa i jedzenie mamy! :) Przespałam 20 godzin. Następnego ranka przy śniadaniu dzwoni telefon. Biegnę do telefonu i już wiem, kto dzwoni:
-
Halo, Kuzniecowa Jekaterina?
-
Tak.
-
Tu lotnisko Tołmaczowo. Pani bagaż został odnaleziony....
