Cześć,
Jak wszyscy, miałem problemy z uczelnią i przez to mój wylot był bardzo późny, tj. 21 czerwca.
No cóż, niech szlag trafi te problemy. Nadszedł długo wyczekiwany moment – mój pierwszy lot z Duszanbe do Stambułu. Czekaliśmy na lotnisku jakieś 5-6 godzin. W tym czasie na lotnisku działo się wiele rzeczy. Jeden biedny Chińczyk spał na siedząco, kołysząc się w tę i z powrotem przez kilka godzin. Dobrze, że byli tam chłopaki z Tadżykistanu, bo inaczej ja też bym zasnął jak ten Chińczyk.
Samoloty Turkish Airways są po prostu piękne, ale szkoda, że miałem inną linię lotniczą. British Airways – co kto lubi, ale mi ta firma nie przypadła do gustu. Jedzenie jest obrzydliwe, pracują tam sami Hindusi i Afrykańczycy. Krótko mówiąc, polecam turecką firmę.
Potem miałem lot Stambuł - Londyn, w Londynie czekałem jakieś 3 godziny. A samolot z Londynu do Nowego Jorku był obrzydliwy, ale dobrze, że każde siedzenie z tyłu było wyposażone w monitory, gdzie można było oglądać różne filmy.
Jak tylko wylądowaliśmy, od razu pobiegliśmy do kontroli paszportowej, bo po nas wylądowały jeszcze 2-3 samoloty, a kolejka na lotnisku JFK była ogromna. Czekałem 40 minut i przechodzę przez kontrolę paszportową, ona zawiesiła się z moim paszportem na 10 minut, a potem pobrała moje odciski palców i czegoś tam nie znalazła, więc zabrała mnie na komisariat policji. Siedziałem tam z godzinę, chodzą w tę i z powrotem z moim paszportem, ale nic nie zrozumieli, potem znaleźli mądrzejszego człowieka, on tam coś zrobił i powiedział, że jestem czysty i żeby mnie szybko wypuścili.
W końcu odebrałem bagaż i wyszedłem. Dobrze, że czekał na mnie przyjaciel, bo leciałem późno i na lotnisku nie było nikogo z agencji. Od razu wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy do przyjaciela na Queens.
Zazwyczaj wszyscy wybierają metro, bo jest tańsze niż YELLOW CAB, czyli taksówka. Zawieziono nas za 20 dolców, wydaje się w porządku, bo gdybyśmy pojechali metrem, wyszłoby prawie na to samo, bo było nas dwoje.
No i wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy, jakoś nie mogłem uwierzyć, że już jestem w Stanach.


