Chłopaki! Wczoraj w końcu wspięłam się na główną atrakcję Kapsztadu.
Zacznę swoją opowieść od poskarżenia się wam – poszliśmy tam we dwoje, chociaż trzy różne osoby obiecały być naszymi przewodnikami. I cała trójka nie dotrzymała słowa) Więc ja i Niemka Sonia wyruszyłyśmy zdobywać szczyt jako kobieca ekipa.
Złapałyśmy taksówkę i za 100 rubli dojechałyśmy do podnóża.
Są tam kolejki linowe, którymi można wjechać na szczyt w 3 minuty. Kosztuje to 400 rubli. My, jako zdesperowane i odważne turystki, odrzuciłyśmy nawet myśl o użyciu tych diabelskich maszyn. Czerpanie przyjemności z natury i sport to nasze wczorajsze motto!
Pogoda była wyjątkowo dobra. Chmur prawie nie było.
No więc, zaczęłyśmy wspinaczkę. Jak tylko spojrzałam na górski szlak, przypomniał mi się „Władca Pierścieni”. Jak biedni Frodo i Sam wspinali się w góry, żeby zniszczyć jedną ważną rzecz.
Nasza ścieżka była stertą kamiennych stopni, czasem małych i śliskich, czasem ogromnych i strasznych. Często spotykałyśmy małe wodospady, ze skał spływały strumyki.
Niemka, jako prawdziwa Europejka przyzwyczajona do komfortu, nie mogła wspinać się szybko i wesoło w takich warunkach. Dlatego została w tyle i prawie całą drogę byłam sama.
Kontynuując porównanie z książką Tolkiena, napiszę, że pierścieniem w moim przypadku był aparat fotograficzny! Który dużo waży i zajmuje mnóstwo miejsca. A ja musiałam jakoś dociągnąć go na szczyt, żeby uwiecznić Kapsztad z lotu ptaka.
Wspinaczka zajmuje średnio dwie godziny. To jeśli nie spieszyć się, odpoczywać i robić zdjęcia. No może trochę dłużej.
Wspinaczka nie jest bardzo trudna. Jednak nogi się męczą))
Ciekawe, że po drodze spotkałyśmy mnóstwo ludzi z całego świata. Ktoś schodził, ktoś wyprzedzał nas w drodze na górę. I wszyscy się witali! Taka jest zasada. Idziesz w góry – witaj się ze wszystkimi, których spotkasz. Swoją drogą, w Rosji też to działa.
Piękno nie do opisania! Słyszałyśmy ciszę...
Widok na miasto jest niesamowity.. ale o tym w następnym rozdziale)




