Po miesiącu dotarło do mnie, że w Orlando nie mam czego szukać i czas coś zmienić. Bezsensowne codzienne bieganie po hotelach i restauracjach zaczęło mnie męczyć. I nagle, jak na zawołanie, znajoma dziewczyna mówi, że w Miami jest rosyjski pracodawca, który potrzebuje ludzi do pracy w hotelu jako pokojówki.
„Jakie to wszystko podejrzane” – pomyślałem.
Jeśli chodzi o Miami, to jeszcze w Rosji wyrobiłem sobie negatywną opinię. Wszystkiemu winna była duża liczba negatywnych opinii na temat tego kurortu. Że niby dookoła sami Hiszpanie, anglojęzycznych mało, pracy znaleźć po prostu nie sposób, tak samo jak mieszkania.
Niemniej jednak, z przyjacielem przegadaliśmy wieczór i postanowiliśmy zaryzykować. Dostaliśmy telefon do tego menedżera. Zadzwoniliśmy i umówiliśmy się, że przyjedziemy do Miami za 2 dni. W tym czasie załatwiliśmy wszystkie nasze sprawy w Orlando i zamówiliśmy bilety za 30$ na autobus na 12 PM. W tamtym momencie mój budżet wynosił już około 300$.
No więc, 11 PM to 23:00, czyli 12 PM to północ, prawda? Z Dimonem spakowaliśmy nasze manatki i ruszyliśmy szukać autobusu. Jakie było nasze zdziwienie, gdy przyszliśmy na miejsce, a wszystkie biura autobusowe były zamknięte! Okazuje się, że 12 PM to 12 w południe. Cholera!!! Kto to wymyślił??? Minus 30 dolców. W efekcie do Miami wyjechaliśmy dopiero następnego dnia, przy czym musieliśmy kupować nowe bilety. Tam czekały na nas nowe niespodzianki.



