Uuuu... Jak zimno było tego dnia w marcu 2007 roku w Moskwie... Siostra Ksiuchy już czekała na nas na peronie... Trzęsiemy się w metrze, niewyspani (pociąg przyjechał o 7:00) i zmarznięci. Bulwar Nowinski... Zmywamy wojenny makijaż Oksanki, bo inaczej ci amerykańscy wujkowie i ciocie w ambasadzie nie wpuszczą tak pięknej rosyjskiej dziewczyny do Ameryki))) A poza tym skromność zdobi))))) Wciśnięto nam koperty z naszymi ofertami (offer)!! O Boże!! W końcu zobaczyliśmy, co będziemy robić!!!! Praca w Maku to najbardziej niewdzięczna robota na świecie... Czekamy na swoją kolej, żeby wejść do tego świętego miejsca... Ambasady USA... OK—kontrola paszportowa za nami... uff... OK—wykrywacze metali za nami... uff... OK—nie przeszło... Wnoszenie telefonu komórkowego do budynku ambasady jest surowo zabronione, panno!!! Okej, nie ma problemu! Tylko żeby potem nie zapomnieć go odebrać))... Jeszcze jeden wykrywacz metali—wypełniamy papiery—odciski palców—AAAAA!! To jest to! Zaraz się stanie!! No... szczerze mówiąc, studentce filologii wstyd byłoby bać się rozmawiać z konsulem... Więc się nie bałam... Prawie)))
-HAVE A GOOD SUMMER IN AMERICA!
-THANK U!HAVE A GOOD DAY!BYE!
DOSTAŁAM WIZĘ!!TAAAAK!TERAZ CZEKA MNIE NAJBARDZIEJ NIEZAPOMNIANE LATO MOJEGO ŻYCIA!!!(WTEDY NAWET NIE PRZYPUSZCZAŁAM, JAK BARDZO TAKIM SIĘ STANIE)

